CRISTINA
Spacerowaliśmy długo po Warszawie.
Thiago pokazywał dzieciom miejsca, które sam wcześniej zdołał
zobaczyć. Próbowałam zachowywać się normalnie, uśmiechać się
tylko i wyłącznie z powodu dzieci. Gdy zaczęło się ściemniać,
wróciliśmy do hotelu. Bliźniaki rozłożyły swoje zabawki,
wciągając w to wszystko swojego ojca. Nie było jak ich od siebie
oderwać na chwilę. Naprawdę im były starsze, to gorzej znosili
wyjazdy Thiago.
Zamówiłam więc kolację na górę. Po niej szybko do wanny i już leżały w łóżku. Namówiły tatę na opowiedzenie im bajki, bo inaczej zakomunikowali, że nie zasną. Thiago ułożył się obok nich i zaczął coś opowiadać. Ja w tym czasie wzięłam swoją już chłodną herbatę i wyszłam na duży balkon, siadając po turecku na ławce. Oparłam głowę o ścianę i przymknęłam oczy, ściskając w rękach kubek. Wiem, że chwilę już tak siedziałam, kiedy usłyszałam, że Thiago wyszedł do mnie i usiadł obok.
- Zasnęli. - powiedział cicho, a ja kiwnęłam głową.
- To czas i na mnie - chciałam wstać, ale położył dłoń na moim ramieniu dłoń.
- Cris, proszę, porozmawiajmy.
- Ja nie wiem czy my mamy o czym rozmawiać. - spojrzałam na niego.
- Wiem, że to wszystko wygląda fatalnie, ale powinnaś mnie wysłuchać - mruknął cicho i schował twarz w dłoniach.
- Ale czego ja mam słuchać? Sam przyznałeś się do tego, że masz kochankę!
- Miałem. I nazwał bym jej swoją kochanką!
- Wiesz, nie wiem jak w twoim rozumowaniu, ale jeżeli żonaty facet zdradza żonę z inną, to to jest właśnie kochanka, Thiago.
- Nawet nie wiesz jak bardzo tego żałuje! - jęknął.
- To trzeba było po prostu tego nie robić, ale jeżeli miałeś jakiś dobry powód to okay. Była ode mnie ładniejsza, zapewne młodsza i lepsza w łóżku!
- Cris, nie mów tak! To stało się na imprezie urodzinowej Vazqueza. Byłem pijany i nie wiedziałem co robię!
- Oczywiście. - zakpiłam, kiwając głową. - A później? Miałeś ją za obiad czy może deser? Albo jeszcze znalazłeś sobie przystawkę! - przejechałam dłonią po włosach i z powrotem obok niego usiadłam.
- Ale uspokój się, dobrze? - zapytał, spoglądając na mnie. - Wiem, ze nawaliłem.
- Tak jakby... - prychnęłam. - Wiesz jak mi trudno uśmiechać się ciągle żeby Raf z Rosi nic nie zauważyli?!
- Wiem. I jestem ci za to wdzięczny.
- Chociaż tyle. - spuściłam głowę. - Nie wiem co mam jeszcze powiedzieć, bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji?
- Cristina, musisz wiedzieć, że bardzo cię kocham i nie mogę stracić - spojrzał na mnie. - Wiem, że jest ci ciężko, ale musisz mi znowu zaufać.
- Tak od razu? Chyba żartujesz? - zaśmiałam się. - W jednej sekundzie straciłeś je i teraz mówisz żebym ci znów zaufała? Ja też cię kocham i co? I od kilku dni nie potrafię myśleć o niczym innym jak tylko o tych zdjęciach! - spojrzałam na niego.
- Ta dziewczyna naprawdę nic dla mnie nie znaczyła - spuścił głowę. Wydawało mi się, że miał w oczach łzy.
- Mówiłeś już to. - przymknęłam oczy i zaczęłam ciężko oddychać. - Nie chcę żebyś się wynosił z domu jak to zazwyczaj w takich sytuacjach bywa. To też twój dom i powinieneś tam być dla dzieci. Nie chcę żeby widzieli, że jest inaczej. Oni teraz są najważniejsi.
- Czyli mogę zostać w domu? Z wami? - zapytał z nadzieją w głosie.
- Z dziećmi i tylko dla nich. - odparłam, nie otwierając oczu.
- Dziękuję - szepnął.
- Po prostu nie chcę żeby na tym ucierpiały.
- Ja też. Ale jesteś pewna, że dasz sobie z tym radę?
- A mam inne wyjście? - spojrzałam wtedy na niego.
- Masz - pokiwał głową. - Zawsze możesz mnie zostawić.
- Nie wiem co dalej z tym zrobię, więc na razie niech będzie tak jak ustaliliśmy. I na razie nic nikomu nie mówmy. Nie chcę setki razy tłumaczyć się z tego rodzicom.
- Będzie jak zechcesz.
- Będzie... - szepnęłam i zaczęłam nerwowo strzelać kostkami u palców. Przeniosłam wzrok na jego nadgarstek. Nigdy jej nie ściągnął, nieprzerwanie nosił moją starą bransoletkę.
Zamówiłam więc kolację na górę. Po niej szybko do wanny i już leżały w łóżku. Namówiły tatę na opowiedzenie im bajki, bo inaczej zakomunikowali, że nie zasną. Thiago ułożył się obok nich i zaczął coś opowiadać. Ja w tym czasie wzięłam swoją już chłodną herbatę i wyszłam na duży balkon, siadając po turecku na ławce. Oparłam głowę o ścianę i przymknęłam oczy, ściskając w rękach kubek. Wiem, że chwilę już tak siedziałam, kiedy usłyszałam, że Thiago wyszedł do mnie i usiadł obok.
- Zasnęli. - powiedział cicho, a ja kiwnęłam głową.
- To czas i na mnie - chciałam wstać, ale położył dłoń na moim ramieniu dłoń.
- Cris, proszę, porozmawiajmy.
- Ja nie wiem czy my mamy o czym rozmawiać. - spojrzałam na niego.
- Wiem, że to wszystko wygląda fatalnie, ale powinnaś mnie wysłuchać - mruknął cicho i schował twarz w dłoniach.
- Ale czego ja mam słuchać? Sam przyznałeś się do tego, że masz kochankę!
- Miałem. I nazwał bym jej swoją kochanką!
- Wiesz, nie wiem jak w twoim rozumowaniu, ale jeżeli żonaty facet zdradza żonę z inną, to to jest właśnie kochanka, Thiago.
- Nawet nie wiesz jak bardzo tego żałuje! - jęknął.
- To trzeba było po prostu tego nie robić, ale jeżeli miałeś jakiś dobry powód to okay. Była ode mnie ładniejsza, zapewne młodsza i lepsza w łóżku!
- Cris, nie mów tak! To stało się na imprezie urodzinowej Vazqueza. Byłem pijany i nie wiedziałem co robię!
- Oczywiście. - zakpiłam, kiwając głową. - A później? Miałeś ją za obiad czy może deser? Albo jeszcze znalazłeś sobie przystawkę! - przejechałam dłonią po włosach i z powrotem obok niego usiadłam.
- Ale uspokój się, dobrze? - zapytał, spoglądając na mnie. - Wiem, ze nawaliłem.
- Tak jakby... - prychnęłam. - Wiesz jak mi trudno uśmiechać się ciągle żeby Raf z Rosi nic nie zauważyli?!
- Wiem. I jestem ci za to wdzięczny.
- Chociaż tyle. - spuściłam głowę. - Nie wiem co mam jeszcze powiedzieć, bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji?
- Cristina, musisz wiedzieć, że bardzo cię kocham i nie mogę stracić - spojrzał na mnie. - Wiem, że jest ci ciężko, ale musisz mi znowu zaufać.
- Tak od razu? Chyba żartujesz? - zaśmiałam się. - W jednej sekundzie straciłeś je i teraz mówisz żebym ci znów zaufała? Ja też cię kocham i co? I od kilku dni nie potrafię myśleć o niczym innym jak tylko o tych zdjęciach! - spojrzałam na niego.
- Ta dziewczyna naprawdę nic dla mnie nie znaczyła - spuścił głowę. Wydawało mi się, że miał w oczach łzy.
- Mówiłeś już to. - przymknęłam oczy i zaczęłam ciężko oddychać. - Nie chcę żebyś się wynosił z domu jak to zazwyczaj w takich sytuacjach bywa. To też twój dom i powinieneś tam być dla dzieci. Nie chcę żeby widzieli, że jest inaczej. Oni teraz są najważniejsi.
- Czyli mogę zostać w domu? Z wami? - zapytał z nadzieją w głosie.
- Z dziećmi i tylko dla nich. - odparłam, nie otwierając oczu.
- Dziękuję - szepnął.
- Po prostu nie chcę żeby na tym ucierpiały.
- Ja też. Ale jesteś pewna, że dasz sobie z tym radę?
- A mam inne wyjście? - spojrzałam wtedy na niego.
- Masz - pokiwał głową. - Zawsze możesz mnie zostawić.
- Nie wiem co dalej z tym zrobię, więc na razie niech będzie tak jak ustaliliśmy. I na razie nic nikomu nie mówmy. Nie chcę setki razy tłumaczyć się z tego rodzicom.
- Będzie jak zechcesz.
- Będzie... - szepnęłam i zaczęłam nerwowo strzelać kostkami u palców. Przeniosłam wzrok na jego nadgarstek. Nigdy jej nie ściągnął, nieprzerwanie nosił moją starą bransoletkę.
- Nie chcę żeby to co budowaliśmy
razem przez te lata, przepadło.
- Dlatego zostaje z tobą tylko ze względu na Rafaela i Rosario. - spojrzałam na niego i westchnęłam.
- Dlatego zostaje z tobą tylko ze względu na Rafaela i Rosario. - spojrzałam na niego i westchnęłam.
- Myślisz, że da się jeszcze to
wszystko naprawić? - zapytał.
- Nie wyobrażam sobie życia bez
ciebie, Thiago, ale nie wiem czy potrafię o tym zapomnieć i ci
wybaczyć.
- Moglibyśmy spróbować od nowa -
uśmiechnął się lekko i złapał moją dłoń, którą szybko
wyrwałam.
- To nie jest takie proste jak ci się
wydaje. - wstałam i wtedy poczułam wibracje w kieszeni. - Moja
mama. - szepnęłam i odebrałam.
- Cześć, córeczko! - usłyszałam
jej radosny głos. - Co u was? Jesteście już w Warszawie?
- Tak, wszystko w porządku. - potarłam
palcami skroń. - Jesteśmy na miejscu, w hotelu. Dzieciaki niedawno
zasnęły.
- No to dobrze. A co u Thiago? Jak
treningi?
- Mówi, że jest ciężko, ale daje
radę. - spojrzałam na niego i oparłam się o barierkę.
- Możesz mu przekazać, że trzymamy
za nich kciuki i mamy nadzieje, że zagrają w Barcelonie - zaśmiała
się cicho. - Tata chciał z nim porozmawiać, ale zasnął.
- To super - uśmiechnął się lekko.
- No pewnie, że przyjedziemy! Musimy być obecni!
- No pewnie, że przyjedziemy! Musimy być obecni!
- Zapraszamy. - dodałam.
- No oczywiście, że musimy być obecni jak nasz ulubiony zięć wznosi puchar z kolegami.
- No oczywiście, że musimy być obecni jak nasz ulubiony zięć wznosi puchar z kolegami.
- Mamo, to wasz jedyny zięć!
- Ale nie zmienia to faktu, że
ulubiony, prawda? - zaśmiała się. - Dzieci, mnie wszystkie
koleżanki zazdroszczą takiego zięcia i historii miłosnej mojej
jedynej córeczki.
- Bo oczywiście wszystkim ją
opowiadasz - zaśmiałam się cicho.
- Jest się czym chwalić. -
powiedziała. - Wnukami również.
- To może wpadnę do was z nimi na
trochę po Euro?
- Byłoby fajnie, bo dawno was tu nie
było. Wpadajcie we czwórkę.
- Nie wiem czy przyjedziemy wszyscy. - mruknęłam, a wtedy Thiago na mnie spojrzał. Miał smutną minę, ale przecież nią nic nie załatwi.
- Nie wiem czy przyjedziemy wszyscy. - mruknęłam, a wtedy Thiago na mnie spojrzał. Miał smutną minę, ale przecież nią nic nie załatwi.
- A dlaczego nie wszyscy? - zapytała.
- Nie wiem mamo, jeszcze zobaczymy. -
nie mogłam wymyślić nic na poczekaniu.
- No dobrze - odparła. - To ja nie
będę wam przeszkadzać. Nacieszcie się sobą. Dobranoc! - dodała
i rozłączyła się.
- Co mówiła mama? - zapytał, a ja
schowałam telefon do kieszeni.
- Że mamy do nich wpaść po Euro -
uśmiechnęłam się blado. - Ale w tej sytuacji nie możemy pojechać
razem, bo oni od razu coś zauważą.
- Okaj, coś się wymyśli. - szepnął.
- Viola i Lisa wspominały, że mamy
lecieć na Ibizę - mruknęłam cicho.
- Marc z Alvaro też o tym mówili.
Chcesz tam lecieć?
- A ty chcesz? - spojrzałam na niego.
- Chcę polecieć z wami.
- Myślę, że dzieci będą chciały
polecieć, więc nie mam wyboru. Polecimy z resztą -
odpowiedziałam.
- Więc postanowione. - wstał i oparł
się obok. - Chcę żeby było dobrze i nie tylko dla dzieci.
- Thiago, nie wszystko da się zrobić
z dnia na dzień. Daj mi trochę przestrzeni i czasu - jęknęłam.
- Dostaniesz go tyle ile będziesz
chciała. Ja cierpliwie poczekam, bo w nas wierzę. - szepnął.
- Ja też wierzyłam. Zanim dostałam
te zdjęcia - warknęłam i zmierzyłam go wzrokiem. - Idę spać.
- Też już pójdę. - powiedział i po
chwili pocałował mnie w czoło. Przez chwilę staliśmy w bezruchu
i wpatrywaliśmy się w siebie aż Thiago schylił się do moich warg
i musnął je swoimi. Odepchnęłam go szybko i spojrzałam na niego
z wściekłością.
- Wyjdź stąd - wysyczałam. Nie odpowiedział nic, tylko wolno się odwrócił i wyszedł, a ja przykucnęłam i schowałam twarz w dłoniach.
- Wyjdź stąd - wysyczałam. Nie odpowiedział nic, tylko wolno się odwrócił i wyszedł, a ja przykucnęłam i schowałam twarz w dłoniach.
ISCO
Wyzywałem siebie w myślach za to, co
powiedziałem Loli. Ani razu nie pomyślałem o niej jak o dziwce lub
mojej służącej. To wszystko stało się tak szybko, że nie
panowałem nad swoimi emocjami i wyszło najgorsze. Mieliśmy się
pogodzić, a my doprowadzaliśmy do jeszcze gorszej sytuacji.
Wyszedłem z jej pokoju, trzaskając drzwiami i oparłem się o ścianę. Miałem przed sobą półfinał Euro 2020 i to na tym powinienem się skupić, ale nie potrafię. Moja rodzina jest ponad piłkę nożną. W tym momencie drzwi od pokoju naprzeciwko otwarły się i stanął w nich Thiago. Wyglądał na przybitego.
- Co jest? - zapytałem.
Wyszedłem z jej pokoju, trzaskając drzwiami i oparłem się o ścianę. Miałem przed sobą półfinał Euro 2020 i to na tym powinienem się skupić, ale nie potrafię. Moja rodzina jest ponad piłkę nożną. W tym momencie drzwi od pokoju naprzeciwko otwarły się i stanął w nich Thiago. Wyglądał na przybitego.
- Co jest? - zapytałem.
- No właśnie rzecz w tym, że nic.
- To nie rozmawiałeś z Cris? -
zmarszczyłem brwi.
- Rozmawiałem. - westchnął. - Mamy
udawać, że jest dobrze przed dziećmi. A ty i Lola?
- Jest gorzej niż wcześniej -
westchnąłem i udaliśmy się w stronę wyjścia z hotelu. - Trochę
mnie poniosło - dodałem po chwili.
- Poniosło? To znaczy?
- Thiago, gadałem takie głupoty, że
głowa mała - przejechałem dłonią po twarzy. - Nawet wstyd się
przyznać.
- I rozumiem, że nie doszliście do
żadnego porozumienia?
- Ona postanowiła, że wyjeżdża
jutro do Barcelony i zabiera dzieci. Do mnie ma wrócić za pół
roku. Super, co nie? - zapytałem.
- Czyli nic nie udało ci się
wskórać... A Ibiza w tym roku?
- Nie mam pojęcia. Ona na pewno nie
opuści planu - przewróciłem oczami i zwróciłem się do
recepcjonisty, by zamówił nam taksówkę.
- Zobaczysz, szybko zleci i będziesz
miał ich znów przy sobie. Ja za to będę miał moją rodzinę
blisko, ale... Chcę to wszystko jakoś uratować.
- Ale ja się nie mogę na to zgodzić!
A co jeśli za kilka miesięcy znów mi gdzieś wyjedzie? Ona w ogóle
nie liczy się z moim zdaniem! - odpowiedziałem zły. - Zobaczysz,
że Cris przejdzie ta cała złość. Na razie kiepsko to wygląda,
ale uda się wam uratować.
- Mnie się wydaje, że po takim czasie
już nie będzie cię chciała opuszczać. Sama przecież będzie
tęsknić. Zagra i wróci. A nam... Naprawdę chcę żeby nam się
udało to naprawić, bo przecież ja sobie nie mogę wyobrazić życia
bez Cris.
- I ona bez ciebie też - posłałem mu
lekki uśmiech.
- Muszę dać jej czas, żeby sama
poukładała sobie to wszystko. Chcę żeby wszystko było jak
dawniej.
- No to musisz być naprawdę
cierpliwy. Kobiety są uczulone na zdrady, a same to robią!
- W tym momencie jedynym zdradzającym
przypadkiem jestem tu ja. Nie wiem co ta dziewczyna chciała
osiągnąć, wysyłając jej te zdjęcia.
- Ty to zakończyłeś, więc chciała
się zemścić, nie? - mruknąłem i wskazałem na nadjeżdżającą
taksówkę. Wyszliśmy z hotelu i wsiedliśmy do niej.
- I co jej z tego, jeżeli sama nie
korzysta na tej zemście? - spojrzał na mnie.
- Nikt nie zrozumie kobiet -
westchnąłem.
- Masz całkowitą rację. - pokręcił
głową. - Kobieta jest wieczną zagadką.
- Może lepiej by nam było samemu?
Zero problemów!
- Może, ale... Ja jednak nie chciałbym
być sam. Ja jestem naprawdę szczęśliwy wtedy, kiedy mam obok
siebie kobietę którą kocham i nasze dzieci.
- Kiedy masz ją obok siebie to tak -
pokiwałem głową.
- I nieważne czy jest na mnie zła,
czy mówi, że mnie nienawidzi. Byle była obok.
- I o to mi chodzi. Chce, aby Lola była
obok - mruknąłem smutno.
- Będzie, zobaczysz. Cierpliwości. -
poklepał mnie po ramieniu.
- Ja i cierpliwość? Thiago, znasz
mnie!
- I dlatego powinieneś się tego
nauczyć.
- Czyli powinienem przeprosić swoją
żonę i zgodzić się na to wszystko? - spojrzałem na niego
podejrzliwie.
- Przeprosić to na pewno, ale co do
zgody to musicie się jakoś dogadać, do cholery!
- Zobaczymy co będzie jutro -
mruknąłem i wysiadłem z taksówki. - Dobranoc - rzuciłem w jego
stronę i szybko skierowałem się do siebie.
Camacho już spał, więc w spokoju zabrałem długi prysznic. Później położyłem się do łóżka, ale nie mogłem zasnąć, bo ciągle myślałem o Loli i dzieciach. Jeszcze dwa tygodnie temu było idealnie, a teraz wszystko się popsuło i to z mojej winy.
Camacho już spał, więc w spokoju zabrałem długi prysznic. Później położyłem się do łóżka, ale nie mogłem zasnąć, bo ciągle myślałem o Loli i dzieciach. Jeszcze dwa tygodnie temu było idealnie, a teraz wszystko się popsuło i to z mojej winy.
CRISTINA
Moja dzisiejsza pobudka nie
różniła się praktycznie niczym od tych, którą miałam od kilku
dni. Czyli dzieci budziły się wcześniej i fundowały mi poranne
siniaki, wskakując na śpiącą mnie. Tak samo było i dziś, ale
nigdy nie byłam zła. Zawsze śmiałam się razem z nimi i
zaczynałam je łaskotać.
- Mamusiu, gdzie jest tata? - zapytała
Rosario, gdy już się uspokoiliśmy.
- Tata musiał wrócić do siebie,
wiesz? - pocałowałam ją w główkę, a ona nią skinęła.
- Ale pójdziemy później do niego? -
usłyszałam Rafe.
- No pewnie, jeżeli tylko chcenie. -
rozmierzwiłam mu jego ciemną czuprynkę. - Tylko na razie ma pewnie
trening, a wieczorem mecz.
- I będziemy mu kibicować? - ożywił
się.
- Jasne! Będziemy głośno krzyczeć,
żeby strzelił dla nas gola, okay? - zaśmiałam się, a dzieci
zaczęły wariować ze szczęścia. Włączyłam im bajkę i sama
poszłam wziąć szybki prysznic. Ubraliśmy się i postanowiliśmy
pójść po ciocię Lolę, Alvaro, Marię i Fran i zejść z nimi na
śniadanie. Wyszliśmy z naszego pokoju i zapukaliśmy do tego
naprzeciwko. Otworzyła nam Maria i wpuściła do środka.
- A gdzie mamusia? - pogłaskałam ją
po główce.
- Jest z Alvaro - wskazała nam na
otwarte drzwi.
- Hej, jestem tutaj! - usłyszałam głos Loli.
- Hej, jestem tutaj! - usłyszałam głos Loli.
- Cześć. - powiedziałam i weszłam
do pokoju. - A co się dzieje? - usiadłam obok niej. Na łóżku
leżał Alvaro i wyglądał na całego rozpalonego.
- Gorączka. 39 stopni - westchnęła i
przykryła go kocykiem. - Rano był już u nas lekarz.
- I co powiedział?
- Że to raczej nic poważnego, ale do cholery, on ma zbyt wysoką gorączkę!
- I co powiedział?
- Że to raczej nic poważnego, ale do cholery, on ma zbyt wysoką gorączkę!
- Lola, nie denerwuj się. Jeżeli
lekarz powiedział, że to nic poważnego to na pewno za niedługo mu
przejdzie. - położyłam dłoń na jej ramieniu. - Wyglądasz na
zmęczoną. Ile spałaś?
- Nic - jęknęła i spojrzała na
mnie. - Nie mogłam spać.
- Mamo, możemy się pobawić obok w pokoju? - zapytała ją Maria.
- Jasne. Zabierzcie sobie tylko zabawki - uśmiechnęła się do niej. Dzieci wykonały jej polecenie i wybiegły z pokoju.
- Mamo, możemy się pobawić obok w pokoju? - zapytała ją Maria.
- Jasne. Zabierzcie sobie tylko zabawki - uśmiechnęła się do niej. Dzieci wykonały jej polecenie i wybiegły z pokoju.
- To może się połóż i spróbuj
zdrzemnąć, a ja zabiorę dzieci na śniadanie, a potem zabiorę je
na spacer, co?
- Nie, daj spokój - machnęła dłonią.
- Ale mogłabyś wieczorem zabrać Marię na mecz, co? Mała bardzo
chciałaby pójść.
- No jasne, że ją zabiorę. Teraz też
się nimi zajmę, bo powinnaś się przynajmniej chwilę przespać.
Alvaro śpi, więc powinnaś być spokojna.
- Ja i tak nie zasnę, Cris. Chciałam
dziś stąd wyjechać, ale skoro Alvaro zachorował to zostanę -
mruknęła i spojrzała na synka. - Nie chciał nic jeść ani pić.
- Dla dzieci lepiej żeby dłużej
zostały z ojcem, jeżeli potem macie zamieszkać bez niego w
Barcelonie. Zamówię jedzenie do pokoju, co?
- Dla dzieci tak, ale dla mnie nie. Ok,
dzięki - uśmiechnęła się lekko.
- Lola, powinniście się jakoś
dogadać. - westchnęłam. - Przecież się kochacie i oboje kochacie
swoje dzieci.
- Tak bardzo mnie kocha, że wczoraj
wyzwał mnie od dziwki - prychnęła.
- Chyba żartujesz?! - zdziwiłam się
i za razem nie wierzyłam w jej słowa. - Na pewno go poniosło.
- To prawda. Poniosło go i to bardzo -
pokiwała głową i schyliła się do mnie. - Gdyby nie Maria to
pewnie by mnie uderzył.
- Nie, na pewno by tego nie zrobił! To
niemożliwe! - pokręciłam głową.
- Mówię serio, Cris. Ja już nie wiem
co robić - rzuciła płaczliwym tonem. - Ciągle tylko na mnie
krzyczy.
- Teraz to już sama nie poznaje Isco.
Przecież on nigdy na ciebie nie podniósłby ręki! - wstałam i
zaczęłam przechodzić się po pokoju. - Thiago mnie wczoraj
pocałował. - zatrzymałam się i przygryzłam wargę.
- Wczoraj to zrobił. CO?! Jak to
pocałował? W usta? - pytała zszokowana.
- Po prostu pocałował. - zaplotłam
ręce. - Odepchnęłam go i kazałam wyjść, a tak naprawdę
chciałam żeby został.
- A co powiedział? Wytłumaczył się
jakoś z tych zdjęć?
- Przyznał się już wcześniej do
tego, a teraz mówił jak to on bardzo tego żałuje! - usiadłam z
powrotem. - Powiedziałam żeby został w domu, dla dzieci. Dobrze
zrobiłam?
- Wydaje mi się, że tak. Raf i Rose
są bardzo do niego przywiązani.
- W końcu to ich ojciec. - westchnęłam. - Powiedział, ze bez względu na wszystko, chce to ratować.
- W końcu to ich ojciec. - westchnęłam. - Powiedział, ze bez względu na wszystko, chce to ratować.
- To chyba dobrze, co?
- Dobrze, ale nie wiem czy potrafię mu
teraz zaufać. - mruknęłam.
- Teraz nie, ale może z czasem będzie
ci łatwiej - uśmiechnęła się do mnie lekko.
- Myślisz? - zapytałam cicho i
pogłaskałam po główce jej synka. Wtedy usłyszeliśmy dźwięk
otwierających się drzwi.
- Tata! - usłyszeliśmy głos całej trójki naszych najstarszych dzieciaków.
- Tata! - usłyszeliśmy głos całej trójki naszych najstarszych dzieciaków.
- Jeszcze ich tutaj brakowało -
westchnęła blondynka.
- Wyjdę do nich. - wstałam i wyszłam
z pokoju. Stali obaj, Isco trzymał na rękach Marię, a Thiago kucał
przy bliźniakach. Oparłam się o framugę i spojrzałam na nich.
- Myśleliśmy, że już wyjechałyście
- odezwał się Isco.
- Obiecałam dzieciom, że zostaniemy
na mecz, a Alvaro ma gorączkę, więc zostałyśmy. - odparłam.
- Gorączkę? Co z nim? - zapytał i
postawił córkę na podłogę. - Jest z Lolą w pokoju? - dodał.
- Tak, ale oboje są zmęczeni. -
powiedziałam. - Lola miała ciężką noc. - spojrzałam na niego
wymownie.
- Ale chce się z nimi zobaczyć -
powiedział pewnie i podszedł do drzwi, w których stałam. - Wpuść
mnie.
- Przy dziecku jej nie uderzysz. -
warknęłam cicho i przepuściłam go, a on zamknął za sobą drzwi.
Wtedy Francesca się obudziła, więc podeszłam do jej wózka.
- Przyniosłem dla was bilety -
usłyszałam głos Thiago.
- A koszulki? - zapytał nasz synek.
- Koszulki też - posłał mu szeroki uśmiech.
- A koszulki? - zapytał nasz synek.
- Koszulki też - posłał mu szeroki uśmiech.
- To super! - Ros klasnęła w dłonie,
a ja wyjęłam córkę przyjaciółki z wózka.
- Dla ciebie też przyniosłem. - powiedział i przypatrywał mi się.
- Dla ciebie też przyniosłem. - powiedział i przypatrywał mi się.
- Nie musiałeś, ale dzięki -
posłałam mu lekki uśmiech.
- Już nie pamiętam kiedy Rosario i Rafa byli tacy mali - podszedł do mnie.
- Już nie pamiętam kiedy Rosario i Rafa byli tacy mali - podszedł do mnie.
- Jakieś pięć lat temu. - szepnęłam.
- Trochę czasu już minęło. - spojrzałam niepewnie na niego.
- Dokładnie. Fajny taki dzieciaczek -
uśmiechnął się do Fran.
- Wszystkie dzieci są fajne, w każdym
wieku. - spojrzałam na Francescę, która uśmiechała się do
swojego wujka.
- Trochę mnie przeraża, bo ma
spojrzenie jak ojciec - wyszczerzył się.
- Ale tylko to, bo to przecież cała
Lola jest. - zaśmiałam się.
- No reszta tak, ale oczy ma Isco. Tak
samo nasze dzieci mają po tobie karnacje - uśmiechnął się
szeroko.
- Tak się udało. - kiwnęłam głową.
- Ale za to charakter mają po tobie i twojej rodzinie. - spojrzałam
na jego twarz i natrafiłam na jego spojrzenie.
- Czyli istna mieszanka wybuchowa -
ciągle na mnie patrzył.
- Tatusiu, Rafael nie daje mi się
bawić z Marią! - obok nas pojawiła się Ros, a Thiago wziął ją
na ręce.
- Dlaczego? - zaśmiał się cicho i
spojrzał na tamtą dwójkę.
- Bo powiedział, że tylko on chce się
z nią tylko bawić. - mruknęła smutno. - A może mogę się
pobawić z Francescą? - wskazała na dziewczynkę w moich
ramionach.
- Ona jest jeszcze malutka, wiesz? -
pocałował ją w główkę. - Rafa, podrywaczu, daj się pobawić
dziewczyną - skierował te słowa do syna.
- Ale dlaczego? - wstał i przydreptał
niczym skazaniec.
- Bo twoja siostra też się chce pobawić z Marią. - uśmiechnęłam się i zmierzwiłam mu włosy.
- Bo twoja siostra też się chce pobawić z Marią. - uśmiechnęłam się i zmierzwiłam mu włosy.
- Ale Maria to moja dziewczyna! -
oburzył się. Wszyscy spojrzeliśmy w stronę córki naszych
przyjaciół, która wyglądała na smutną.
- No dobrze, ale może się pobawić z
Rosario. - Thiago puścił do niego oczko, a ja podeszłam do Marii i
delikatnie usiadłam na podłodze, sadzając sobie Fran na kolanach.
- Hej, co się stało? - zapytałam i pogłaskałam ją po główce.
- Hej, co się stało? - zapytałam i pogłaskałam ją po główce.
- Mama i tata się nie kochają -
wypaliła, a mnie zatkało. Cholera, jak na złość teraz siedzieli
zamknięci w pokoju!
- A kto ci tak powiedział? - obok mnie
usiadł Thiago, a nasze dzieci stanęły obok.
- Słyszałam wczoraj. Tata krzyczał
na mamusię - spuściła główkę.
- Maria posłuchaj, rodzice się czasem
kłócą, ale to nie znaczy że się nie kochają. - uśmiechnęłam
się do niej.
- To dlaczego z nami nie spał?
Zostawił nas.
- Ale nasz tatuś też nie spał z
nami. Musiał wrócić do drugiego hotelu. - odezwał się Raf. - Pan
trener pewnie im kazał, tak? - spojrzał na Thiago.
- Masz rację - pogłaskał go po
główce.
- A co tu się dzieje? - usłyszeliśmy głos Isco, który właśnie wyszedł z pokoju.
- A co tu się dzieje? - usłyszeliśmy głos Isco, który właśnie wyszedł z pokoju.
- Bawimy się razem, prawda? - puściłam
oczko do Marii.
- Tak! - klasnęła w dłonie i
uśmiechnęła się do niego lekko.
- No to pobawię się z wami. -
uśmiechnął się do niej i usiadł na podłodze. Ten kto myśli, że
dzieci są głupie i nic nie wiedzą, sam jest głupcem. Dzieci
czasem są mądrzejsze od nas samych i widzą dużo więcej. Tak jak
teraz Maria, która słyszała kłótnię swoich rodziców. Mam tylko
nadzieję, że udało nam się ją przekonać.
Biedny Alvarito :( No i Isco najpierw mówi, a potem myśli.. Eh, faceci
OdpowiedzUsuń